To wcale nie jest blog, na którym robiłam szablon dla Forest Cats c:
Ostrożnie stawiałam łapy, mknąc przez leśne runo. Każdy fałszywy ruch, maleńki błąd, mógłby skutkować zdradzeniem mojej pozycji. A tego nie chciałam. Moim jedynym marzeniem było bezszelestne przemknięcie przez ten teren pełen zapachów. Należały one do innych kotów, a ja pragnęłam jedynie uniknąć sprzeczek. Zatrzymałam się w cieniu rzucanym przez krzew leszczyny. Zaczęłam uważnie lustrować teren, starając się nie skupiać wzroku na jednym punkcie. Techniki obserwacji bardzo mi się przydawały. Czujnie szukałam choć jednego niepasującego do reszty elementu, jednak wszystko zdawało się być w porządku. Spojrzałam w górę. Z całą pewnością za rzadko spoglądamy w górę. Wykorzystywałam ten fakt, gdy się ukrywałam. Teraz na gałęziach nie było nikogo. Uspokojona nieco tym faktem, ruszyłam dalej. Zachowałam jednak maksymalną ostrożność.Szelest. Ruch dostrzeżony kątem oka. Udałam, że nie zanotowałam tych faktów. Dalej szłam naprzód. Czułam za sobą czyjąś obecność. Odwróciłam się niespodziewanie i rzuciłam na osobę za mną. Kocur z cichym jękiem upadł na ziemię i przez ułamek sekundy mierzył mnie wzrokiem. Następnie zrzucił mnie z siebie. Upadłam na bok. Dotkliwy ból w łopatce nie przeszkodził mi wstać. Staliśmy nieruchomo, oceniając sytuację. Długowłosy kot był o wiele większy ode mnie. Zdążyłam się już przekonać, że również silniejszy. Pozostała mi ucieczka.
Błyskawiczny odwrót i bieg. Tu przeskoczyłam kamień, tam ominęłam gałąź i biegłam dalej. Zostawiłam nieznajomego w tyle. Nie znałam jednak tych terenów i nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Zatrzymałam się. Po chwili zastanowienia postanowiłam wspiąć się na drzewo i odpocząć. Oddychałam głęboko, obserwując otaczający mnie las. Słyszałam jedynie śpiew ptaków. Uspokoiło mnie to. Położyłam się na gałęzi i przymknęłam oczy, stale nasłuchując.
Kilkanaście minut później byłam już na dole. Szybkim krokiem kierowałam się na zachód. Nie widziałam co mnie tam czeka. Nie spodziewałam się również, że ponownie napotkam długowłosego kocura. Tym razem nie udało mi się rzucić do ucieczki. Przygwoździł mnie do podłoża. Nie miałam czasu na reakcję. Zaatakował z zaskoczenia.
-Kim jesteś?- zapytał.
-Mogłabym zapytać o to samo.- burknęłam gniewnie.
-Jesteś na moim terenie, więc to ja zadaję tutaj pytania.
Musiałam się z nim zgodzić.
-Puścisz mnie wreszcie?!
-O ile nie będziesz się stawiać i nie uciekniesz.- odparł.
-Nie mogę ci tego obiecać.
-W takim razie będziemy prowadzić rozmowę w ten sposób.
-No dobra, dobra…- westchnęłam.
Pozwolił mi wstać. Przeciągnęłam się i spojrzałam na niego pytająco. Miałam wiele pytań i czułam, że potrafi udzielić mi odpowiedzi.
